Wywiad z Illuzją
W moim pierwszym wywiadzie z cyklu "Osobowiści szczecińskiego Internetu" będziecie mieli niewątpliwą przyjemność poznać szczecińską performerkę, autorkę poczytnych stron WWW oraz specjalistkę w zakresie lumpeksów - Illuzję.
GDR!: Cześć, mam dla ciebie szybkie pierwsze pytanie na rozgrzewkę. Ile stron internetowych/blogów zdarzyło ci się prowadzić? Czy mogłabyś je wymienić?
illuzja: Pytanie jest tendencyjne, zupełnie nie rozumiem, czemu wszyscy się ze mnie śmieją, że mam miliard blogasków. Pierwszy był illuzja.blog.pl, który nadal żyje, co jest trochę straszne. W dalszej kolejności trochę gubię rachubę. rysownik-zrezygnowal.blog.pl, smsodszatana, obecnie na blogspocie i rucham-cie-miasto-moje.blogspot.com, który ma fanów w całej Polsce. To tylko 4! Poniekąd współtworzyłam też projekt TwójRojek, razem z Tr?em, autorem mienso.blog.pl. Nie oszukujmy się, na zeszłorocznym Off Festivalu w Mysłowicach było momentami koszmarnie nudno.
GDR!: To fakt, że dzięki tobie i twojej stronie ze szczecinskimi absurdami, nasze miasto - a przy okazji ty - stało się sławne na całą Polskę. Ale czy sami Szczecinianie rozpoznają cię jako osobę publiczną?
illuzja: Przede wszystkim należy zaznaczyć, ze basurdy sa nei tylko szczecińskie, ale ogólnopolskie, dzięki występom gościnnym oraz moim podróżom. Wracając do meritum: Tak, oczywiście! Kiedy robię nowe zdjęcia na rcmm ludzie oglądają się, wytykają mnie palcami, spotykam się z różnymi reakcjami, od skrajnego rozbawienia, po pełne niezozumienia zdziwienie. Chociaż to chyba nie kwestia bycia osoba publiczną, ale cykania fotek ścianom... No dobra, raz, na mecie Alleycata pewien młodzian usłyszawszy me imię i skojarzywszy parę faktów zakrzyknął: "Zuza?! Zuza od rucham-cię-miasto-moje?!", po czym rzucił komplement w stronę projektu. Byłam dumna jak paw i bardzo wzruszona. Nie ma nic piękniejszego dla twórcy, niż pochwała dla jego dzieciątka.
GDR!: Widzę że traktujesz swoje strony bardzo emocjonalnie. Co zrobiłabyś, gdyby nagle któraś z nich przestała istnieć?
illuzja: Wiesz, Andrzeju, utrata czegoś, w co głęboko się angażujesz, zawsze sprawia, że w twoim życiu pojawia się jakaś pustka, jakiś ból, cierpienie. Straciłam kiedyś całą kolekcję empetrójek, ciężko mi było pozbierać się po tym, czułam się, jakby ktoś mi umarł, bo to były jeszcze empetrójki z seriwsu Audiogalaxy, nie do zdobycia teraz kolekcja. Jako osoba głęboko emocjonalna, ale jednak rozsądna, staram się zapobiec własnemu cierp[ieniu. Blog prywatny mam w pliku *.doc na twardym dysku. Spora (nlogowa) część smsów od szatana to zgrabny pdf, do ściągnięcia na blogspotowej wersji. Wszystkie fotki z rcmm również trzymam na dysku. Tyle w kwestii bólu. Znajac jednak swój charakter podejrzewam, że mógłby ostygnąć mój zapał, że mogłabym nie mieć dość sił, żeby zacząć budować imperium, jakim jest każda z moich stron, na nowo. Chociaż napewno postarałabym się, gdyby fani się tego dopominali.
GDR!: Prowadzisz teraz aktywnie tylko dwa ze swoich serwisów. Dlaczego postanowiłaś, że w odstawkę pójdą projekty o takim potencjale jak SMS od Szatana?
illuzja: To kwestia przypadku, lenistwa i braku motywacji. Przypadek- nlog padł na jakiś czas, więc nie miałam jak wrzucać nowych notek. Lenistwo- przepisywanie SMSów to cholernie nudne zajęcie. Naprawdę. Zwłąszcza, jak się sobie wymyśliło, że się bedzie spisywać daty i godziny otrzymania tychże SMSów. Niejaki Marcin W. obiecywał mi kabelek, który rozwiązałby problem przepisywania, jednak nie widziałam go (Marcina) od ponad pół roku, więc nie mam kabelka i nie chce mi się przpeisywać SMSów. Poza tym nowy telefon mieści więcej niż 20 wiadomości w pamięci, co też nie jest bez znaczenia. Jako socjolożka ze specjalizacją doradztwo psychospołeczne wiem jednak, że kluczową sprawą przy zaangażowaniu jest motywacja, a jedną z najlepszych motywacji jest sprzężenie zwrotne. W przypadku SMSów od Szatana, owego sprzężenia nie było, czytelnicy nie ujawniali się, nie komentowali superzabawnych wiadomości od moich znajomych. To potrafi zniechęcić. A wiadomości nadal do mnie napływają, dla mnie więc niewiele się zmieniło, traci jedynie Sieć. Co do rysownik-zrezygnowal, mój brat zaczął prowadzić własny biznes, spotykamy się rzadziej, bzdurnych tekstów lata więcej i nie nadążam ze spisywaniem. Pozatym rysownik był chyba jednak trochę hermetyczny, enizrozumiały dla wszystkich, nie spełnił też moich ambicji dotyczących sławy, w przeciwieństwie do rcmm.
GDR!: A więc jednak sława. Czy nie boisz się że w Szczecinie odrodzi się stare hasło "kill your idols"?
illuzja: Nie, skądże. W ogólnopolskich sondażach na temat miast i ich mieszkańców, Szczecin króluje jako miasto ludzi sympatycznych i życzliwych. Nie wyobrażam sobie,c o musiałoby zajść, żeby wzbudzić w moich fanach nienawiść. Chociaż z drugiej strony, pudelek.pl donosi, że kibice Pogoni juz nei lubią Radka Majdana, może to jest jednak jakaś wskazówka, ostrzeżenie. Nie wiem, staram się o tym nie myśleć. Sądzę, ze dopóki nie ożenię się z Dodą, nie zacznę łysieć i olewać obowiązków politycznych (Radek jest radnym) oraz swojego klubu- mogę spać spokojnie.
GDR!: Oprócz prowadzenia internetowej dokumentacji szczecińskiej sztuki ulicy, znana jesteś także z produkowania własnych prac. Czy możesz przybliżyć moim czytelnikom co robisz dokładnie? Jak podpisujesz się pod swoimi tworami?
illuzja: Wydaje mi się, że chodzi ci o moją niesławną twórczość wlepkarską. Już tego nie robię, na półce leży parę kartek niepociętych wlepek oarz spora ilość samoprzylepnego papieru, którego używam, kiedy nie mogę znaleźć taśmy klejącej. Wlepiałam w liecum, najpierw to były 100% hand-made wlepki na papierze przyklejonym do dwustronnej taśmy klejącej (takiej do dywanów), robione markerem, nawet kolorowane kredkami. Ta seria dorobiła się nawet wlepki- tribute'u w wykonaniu Piaska (ale nei tego, co jest gejem, ale się nie przyznaje). Było tam napisane coś w stylu "respect for illuzja" czy inna bzdura wyrażająca szacunek i podziw. Wlepki były różne, kiedyś nosiłam się z zamiarem wzbudzania w szczeciśńkich pasażerach autobusów refleksji, poprzez zadawanie na wlepkach dziwnych pytań. Bardzo się tego wstydzę i nie chcę o tym rozmawiać. Moja ulubiona wlepka z cytatem z Nelly Furtado zyskała poklask publiczności, w postaci jednego wykorzystania wypisanego na niej adresu mailowego. Jakiś chłopak napisał z pytaniem "o co chodzi". Myślałam, że jest z policji i chce mnie udupić za zaśmiecanie.
GDR!: Słyszałem również o tajemniczym projekcie z tamponem. Czy możesz wyjaśnić moim czytelnikom formę i przekaz? Czy był to jeden z tych performance'ów do których przed obejrzeniem należy przeczytać instrukcję?
illuzja: Projekt z tamponem... Projekt z tamponem jest ściśle powiązany z innym projektem: "Kierunek- Piekło" znanym jako "Strzauka akszyn", w który to projekt zaangażowało się kilkoro młodych ludzi mieszkających w Szczecinie. W pewnym momencie nei było już strzałek do klejenia, a została taśma. Jedyna klejalną rzeczą, jaką znalazłam w swojej torbie, był tampon, który zawisł na daszku przystanku autobusowego. Początkwo to był tylko wybryk, niewinna zabawa, ot, tak, z rozpędu. Znamienne jest jednak to, że tampon ów wisiał nitknięty przez dobre dwa tygodnie, o ile się nie mylę. I wtedy zaczęłam się zastanawiać: że czemu, że co? W ten właśnie sposób nasze codzienne poczynania stają się sztuką- nabierają sensu. I każdy tego sensu może szukać, wszędzie. Czytałam wywiad z jakaś panią artystką, pzrez duże A, która powiedziała, że jasne, że każdy moze postawić w galerii kibel na środku sali, ale że sztuka jest wtedy, jak ona go postawi, bo ona wie, po co go stawia, zna sens. Ja sądzę odwrotnie- rzeczy przypadkowe mogą stać się sztuką, jeśli ktoś ujrzy w nich głębszy przekaz. Ten dyndający, lśniącobiały tampon stał się symbolem tematów tabu w naszym społeczeństwie, symbolem uznawanej przez chrześcijan nieczystości kobiety-anioła, ale też podkreślił naszą polską cechę, jaką jest niechlujstwo. Wiele, wiele sensów odkrywałam dzięki temu brakowi reakcji na tampon wiszący na pleksiglasowym daszku.
GDR!: A co taka performerka jak ty robi na codzień?
illuzja: Dzień zaczynam od zdrowego śniadania i w miarę możliwości- przejrzenia serwisów plotkarskich. Mój ulubiony to kozaczek.pl. Plotki są moją pasją, mimo że nadal nie kojarzę większości gwiazd, zwłaszcza polskich, o których mówią. Pozatym prowadzę zwykłe życie. Chodzę po lumpeksach, sprawdzam, czy może uniwerek się nie pomylił i nie przysłał mi drugi raz stypendium naukowego za dany miesiąc, marnuję dziesiątki godzin przed komputerem, oglądając zdjęcia na naszej-klasie. Nie pracuję, bo twierdzę, że studiuję, co nie do końca jest prawdą. Mam bardzo dużo kser i wydruków, dotyczących tematu mojej parcy magisterskiej. Jak zdobywam nowe, dorzucam je do wielkiej sterty pod łóżkiem. Zbierają dużo kurzu. Lubię spotykać się ze znajomymi, zwłaszcza w autobusach, jeśli akurat nie mam złego humoru. Dziś na przykład spotkałam znanego szczecińskiego artystę Piotra D.. Znam go od lat, wiem jakie ma wady i zalety, a teraz pokazują go w telewizji, proszę ja ciebie. Takie mam życie codzienne, łączące zwyczajność z niezwyczajnością. No i torchę też rucham.
GDR!: Lumpeksy? Wiekszosc internautow zawsze myslała że podążanie za najnowszymi trendami jest ci obce.
illuzja: Słusznie i nie. Do lumpeksów chodziłam już dawno, zanim jeszcze były modne, miałam stamtąd sporo zajebistych punkowych ciuchów, które mi skradło dwóch żuli w Łodzi. Szczerze wyznam jednak, że fascynuje meni pewien niedościgniony wzór mody ulicznej rodem z hel-looks.com. Przy moich dochodach, nie pozwalających mi na zakupy w H&M, efekt zbliżony można osiągnąć tylko dzięki lumpeksom. Podążanie za trendami wiąże się z resztą z moim wiekiem, im jestem starsza, tym bardziej chcę być fajna, zaczęłam nawet chodzić do fryzjera. Ale lumpeksy mają jeszcze jeden fajny, eni związany z trendami aspekt: można sobie za parę złotych kupić coś poprawiającego humor i zupełnie niepotrzebnego. To uzależnia!
GDR!: Czy planujesz w najbliższym czasie jakiś nowy projekt?
illuzja: Chciałam powiedzieć, że nie, ale to kłamstwo. Dziś spacerują po majowskich łąkach, znanych z rcmm, myślałam o Twoim, Andrzeju, projekcie fotograficznym, który należy chyba na razie utrzymywać w tajemnicy. I doszłam do wniosku, że "kolektyw" brzmi nieźle. Ale o tym porozmawiamy prywatnie, zwłaszcza, że już nie pamiętam, jaki miał być mój wkład w ów projekt. Kiedy sie ejdnak zaczęłam zastanawiać nad Twoim pytaniem, przypomniałąm sobie o kilku jeszcze niezrealizowanych pomysłach, ktoe czekają na lepszy moment, między innymi o książce "100 sposobów na pozbycie się cioci". Może kiedyś się uda.
GDR!: Masz niezwykle barwne życie. Czy myślałaś może o napisaniu książki autobiograficznej?
illuzja: Oczywiście, marzę o tym od najmłodszych lat, kiedy to wmawiano mi, że mam talent pisarski. Trochę pary uszło ze mnie po debiucie Doroty Masłowskiej. Na razie zbieram więc doświadczenia i myśli, no i piszę blogaska. Możliwe, że nigdy nie napisze autobiografii z powodu zbytniego rozproszenia uwagi. Ktoś inny będzie musiał zająć się dokumentowaniem mojego życia. Artysta nie może robić wszystkiego sam.
