Strona domowa GDR!a

V 3.7



Kierownicy

(10. 12. 2006)

Od czasu kiedy studiuję informatykę, moja wizja ludzi którzy tworzą oprogramowanie zmieniła się diametralnie. Wcześniej zawsze obracałem się w środowisku pasjonatów, którzy lubili to co robią, i gdzieś tam widziałem gigantów typu Microsoft, którzy - z braku dobrych pracowników - zaczynają zatrudniać ludzi po studiach informatycznych. Teraz okazuje się, że takich firm jest znacznie więcej. I że większość kolegów ze studiów ma ogromne ambicje. X jeszcze rok temu miał problemy z opanowaniem C, ale już unosi dumnie głowę - pracuje jako programista, i nie musi zadawać się z nami - plebsem. Ale X jest jeszcze niczym przy Y. Według informatorów Y, praca kodera nudzi się szybko (informatorzy dobrzy, potwierdzam) - więc Y chce od razu zaczynać od poziomu projektowania systemów. X ani Y nie są pojedynczymi przypdakami, pod obie z tych literek można podłączyć po kilka osób.

Y. No właśnie, na pierwszy rzut oka - wydaje się absurdalne, że ktoś kto ma nierzadko problemy z programami na zaliczenie pisanymi w Matlabie, chce zajmować się inżynierią oprogramowania. Bo i niby skąd ma wiedzieć co projektować? Ale, po przemyśleniu zastanawiam się czy jest to jednak możliwe. Bo być może da się nabrać wprawy w tej dziedzinie na podstawie wiedzy teoretycznej ze studiów i dwóch-trzech niewłaściwie zaprojektowanych systemów. Nadal jednak ciężko jest mi wyobrazić sobie skok od przedmiotu "programowanie obiektowe" i dziedziczenia jabłka po owocu oraz kwadratu po prostokącie do poważnego projektowania.

W informatyce (i nauce w ogóle) jest coraz węższa specjalizacja, więc może jest to jakaś droga. Może szkolenie ludzi wąsko wyspecjalizowanych, bez szerszego pojęcia tematu, jest jakimś sposobem. Zobaczymy za kilka lat.

(komentarzy: 4, ostatni: 14. 12. 2006 - 21:52:11 - ill) Skomentuj
Wyswietlen: 456, komentarzy: 4


Imię: ill (14. 12. 2006 - 21:52:09)

Treść:
X i Y są po prostu na tyle bezczelni, ze najprawdopodobniejzajebiscie sie ustawia w przyszłosci mimo średniawego poziomu umiejętnosci. nie bój nic.

:F



Imię: mafjozoo (12. 12. 2006 - 14:43:12)

Treść:
O ile X'y jeszcze powinny dać radę po studiach (w końcu pracując gdziekolwiek nabija się XP) to igreków jak dla mnie spotka nielada zawód po skończonych studiach. Permamentne wymigiwanie się od programowania i zostawiania swojej osoby do celów wyższych na na pewno mocno oddali ich od prowadzenia jakiegokolwiek projektu. Według mnie to wina bardzo nikłej świadomości jak będzie takich osób praca wyglądać.

"Zjeżdżam sobie furą pod siedzibę firmy. Popytam swoich murzyno-koderów jak idzie praca a potem wracam do słodkiego lenistwa do końca dnia cyberslackując w swoim biurze zgarniając tym samym 300zl dniówki.

Moja pierwsza praca po informatyce w zarządzaniu"

Przykład oczywiście troche przerysowany.


Co do postawy firm..
Same pójście na studia informatyczne, nie ważne nawet czy to jest US, PS , UW czy PW mimo posiadania z góry na dół 5.0 w indeksie zupełnie nic nie gwarantuje. Jak się już zdążyliśmy przekonać program jest mocno teoretyczny i jedynie pokazuje nam kierunki w jakich możemy się rozwijać. Jeśli ktoś w żaden nie pójdzie, coż jego strata i nie dziwota że firmy nie chcą takich ludzi w swoich szeregach. Inna sprawa że kokosów się w w/wym firmach nie zbije...



Imię: GDR! (12. 12. 2006 - 00:36:59)

Treść:
Brakuje programistów, więc brakuje tym bardziej projektantów systemów, którzy - przynajmniej według tego, do czego byłem przyzwyczajony - są doświadczonymi programistami którym się znudziło, czy też którzy rozwinęli się do tego stopnia.

Zatem może uda się wykształcić projektanta systemów bez solidnej podbudowy programistycznej? Coś jak człowiek po marketingu zarządzający firmą ślusarską, chociaż koło narzędzi nigdy nie stał.

PS. Y to rzeczywisty przykład. Mało tego, duża litera może tu oznaczać niepusty zbiór - i oznacza ;)



Imię: Nimrod (11. 12. 2006 - 17:17:11)

Treść:
Co pójde na prezentacje jakiejs firmy dowiaduje sie, że w sumie to na uczelni sie nic nie naucze, wiec i tak pierwsze trzy (minimum) miesiace w wyzej wspomnianych firmach to doksztalcanie sie by moc normalnie w firmie funkcjonowac i wiedziec co jest piec. Na tych samych spotkaniach dowiadujemy sie ze to np RTS w roku 2007 chce zatrudnic okolo 50 informatykow, w BLStrem tez chetnie przyjma nowych. Mimo ze na roku jest okolo 100 osob i mimo ze sa jeszcze lata 4 i 5, to i tak biorac pod uwage spory (a moze tylko mi sie tak wydaje) odsetek osob ktore na slowa programowanie, c++, wskaznik reaguja alergicznie, jezeli nie wymiotnie , to mysle ze firmy te i inne moga miec spore problemy z zapelnieniem tych etatow. Nie orientuje sie w szczecinskim rynku informatycznym tak zeby sie tym chwalic ale wydaje mi sie ze firmy ktore wymienilem sa dosc spore. Nie wiem jaki jest proces rekrutacyjny do BLStrem'a ale do RTS'a jezeli ktos nie ma sie czym pochwalic to dostanie jakies zadanko, watki semafory w windowsie zazwyczaj. Troche bardziej rozgarnieta osoba sobie poradzi. Wiec w sumie nie widze nic dziwnego (ani nadzwyczajnego) w tym ze X jest juz programista - a ze twierdzi ze reszta to plebs to juz tylko o nim swiadczy. Co do Y sytuacja mimo wiarygodnosci informatorow wydaje mi sie dosc naciagana. Zalezy jeszcze co to znaczy ze Y chce. Bo chciec wiele rzeczy mozna.
Jeszcze co do specjalizacji. Jest to z pewnoscia jakas droga, z drugiej strony wydaje mi sie ze tacy ludzie moga miec trudnosci z awansem.

Sblam! Antyspam
URL encoded in QR Code Statystyki:
Stat4U
Email